Jak bumerang (notabene narzędzie polowań) wraca temat ponadpartyjnego układu wśród posłów-myśliwych. Tym razem tematem zajęła się Gazeta Wyborcza.

 

Kolejny raz jesteśmy świadkami poszukiwania „polskiej partii myśliwych”, „myśliwskiej masonerii”, czy „łowieckiego układu ponadpartyjnego”.

Tym razem dziennikarze zapytali o istnienie tego bytu czwórkę parlamentarzystów: Macieja Gdulę (Lewica), Urszulę Pasławską (PSL), Katarzynę Piekarską (KO) oraz Pawła Suskiego (KO – były poseł).

Maciej Gdula (Lewica) pochodzi z rodziny o łowieckich tradycjach. Jego ojciec Andrzej był prezesem Naczelnej Rady Łowieckiej, a brat Paweł był redaktorem naczelnym Łowca Polskiego. Sam poseł aktualnie nie poluje, bo jak mówi nie znajduje w tym wielkiej przyjemności. Twierdzi, że nie można zrezygnować z łowiectwa, ale należy je zreformować. Jak twierdzi taka postawa jest „centrum” pomiędzy stanowiskiem o zakazie łowiectwa, a zachowaniu go w obecnej postaci. Jak zauważa, Lewica jest pod tym względem mocno podzielona, co wiąże się często z wiekiem. Młodzi politycy częściej sprzeciwiają się polowaniom, zaś starsi, wywodzący się z czasów SLD, są aktywnymi myśliwymi, z czym się nie kryją. Zdaniem posła Gduli nie istnieje coś takiego jak „łowiecka masoneria”, która załatwia na polowaniach ważne sprawy.

Paweł Suski (KO) ma odmienne zdanie. W jego opinii funkcjonuje wśród parlamentarzystów „solidarność po lufie”. Z jego wypowiedzi wynika jednak, że takie relacje zauważał podczas prac sejmu nad tematyką dotyczącą polowań. Zaznacza, że wówczas przynależność partyjna schodziła na dalszy plan, a priorytetem był interes łowiectwa i obrona PZŁ. Jego zdaniem nowelizacja prawa łowieckiego z 2018 r. była zbyt łagodna, mimo że wykluczono udział w polowaniach dzieci do 18 roku życia. Poseł Suski uważa, że sukcesem byłoby wprowadzenie zakazu polowań zbiorowych, jednak tego i innych pomysłów bronią posłowie-myśliwi.

Urszula Pasławska (PSL) zaprzecza istnieniu partii myśliwych, ale także partii wędkarzy czy leśników. Sama jest aktywną dianą i otwarcie mówi o tym, że poluje (dziennikarz Gazety Wyborczej w artykule używaja wobec niej zwrotu „przyznaje się do polowania”, co jest pejoratywnym stwierdzeniem i nastawia czytelnika negatywnie). Posłanka uznaje łowiectwo za coś naturalnego, a zakaz udziału dzieci w polowaniach z 2018 r. uważa za niezgodny z konstytucyjnym prawem rodzica do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Jak zauważa, nie ma na świecie państwa, które nie prowadzi gospodarki łowieckiej. Jej zdaniem, nawet jeśli ludzie przestaną jeść mięso, nadal będą musieli zarządzać populacją dzikiej zwierzyny.

Katarzyna Piekarska (KO) uznawana jest za posłankę zdecydowanie krytyczną wobec łowiectwa. Jej zdaniem jednak polujący parlamentarzyści nie różnią się od tych, którzy zaangażowani są w działania prozwierzęce (czy działania myśliwych są w takim razie antyzwierzęce?). Jej zdaniem w tych i podobnych kwestiach dochodzi do ponadpartyjnych porozumień. Posłanka zwraca uwagę, że aktualnie niewielu polujących polityków obnosi się z tym publicznie. Wynika to z faktu, że jak twierdzi, mało kto będzie głosował na ludzi, którzy fotografująsięz ustrzelonymi przez siebie zwierzętami i są z tego dumni. Zwraca też uwagę, że w latach dziewięćdziesiątych nie było to kontrowersyjne, zaś już w 2010 r. prezydent Bronisław Komorowski publicznie obiecywał, że przestanie polować.

Źródło: https://wyborcza.pl/7,177851,27493509,debata-lowiecka-czy-istnieje-polska-partia-mysliwych-odpowiadaja.html

Czy polujący posłowie mają szczególne wpływy? Czym się one przejawiają? Jeśli czegoś się z tekstu Gazety Wyborczej dowiedzieliśmy, to że myśliwi, jak każda inna grupa pasjonatów, działa zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Z tych i podobnych wypowiedzi nasuwa się jeden wniosek – przeciwnicy łowiectwa nieustannie poszukują lobby łowieckiego w parlamencie, którego istnienia nie potwierdzają polujący politycy. Podchodząc do tematu racjonalnie i zdroworozsądkowo można się domyślać, że prawda (jak zwykle) leży gdzieś pośrodku i nie jest czarna, ani biała. Przywiązanie do barw partyjnych do tego stopnia, że przysłaniałoby ono życie prywatne, mogłoby świadczyć o całkowitym odczłowieczeniu polityków (którzy raczej i tak nie słyną z empatii). Z drugiej strony polityk żyje dla… z wyborców, trudno się więc dziwić, że zachowuje się tak, jak tego oczekują.