O co naprawdę toczy się spór?
Debata o polowaniach komercyjnych nie dotyczy wyłącznie tego, czy cudzoziemiec albo myśliwy spoza danego koła może zapłacić za udział w polowaniu. W praktyce jest to rozmowa o całym modelu, w którym żywe, dzikie zwierzęta stają się źródłem prywatnego przychodu, a przestrzeń publiczna i prywatna bywa podporządkowywana potrzebom wąskiej grupy hobbystów.
Najczęściej słyszymy argument, że bez pieniędzy z polowań „dewizowych” koła łowieckie nie poradzą sobie z odszkodowaniami dla rolników ani z prowadzeniem gospodarki łowieckiej. Ten argument wymaga jednak uważnego sprawdzenia. Jeżeli system zależy od sprzedaży możliwości zabijania najatrakcyjniejszych zwierząt, to nie jest dowód jego niezbędności, lecz sygnał, że został źle zaprojektowany.
1. Argument finansowy: czy bez komercyjnych polowań system się zawali?
Co mówią zwolennicy?
Polowania komercyjne mają zapewniać kołom łowieckim pieniądze na odszkodowania, utrzymanie obwodów i działania organizacyjne. W tej narracji myśliwi rzekomo wykonują zadanie publiczne, dokładając do niego z własnych środków.
Rzeczywistość:
Przychody z komercyjnego zabijania zwierząt nie są neutralnym źródłem finansowania. Tworzą zachętę, by utrzymywać model nastawiony na „atrakcyjność łowiecką” zwierząt, a nie na ograniczanie konfliktów, przejrzystość i realną ochronę przyrody.
Warto oddzielić dwie rzeczy: obowiązek rozwiązania problemu szkód w uprawach oraz interes ekonomiczny kół i pośredników łowieckich. Rolnicy potrzebują szybkiego, sprawiedliwego i niezależnego systemu rekompensat. Nie wynika z tego jednak, że rekompensaty powinny być finansowane przez rynek trofeów.
Jeżeli pieniądze z polowań komercyjnych przewyższają koszty odszkodowań w części obwodów, pojawia się pytanie, kto faktycznie korzysta z tego mechanizmu. Nie jest to już „pomoc rolnikom”, lecz działalność zarobkowa oparta na zwierzętach stanowiących dobro wspólne.
Alternatywą może być przejrzysty fundusz celowy, system ubezpieczeniowy albo inny mechanizm publicznie kontrolowany. Kluczowe jest to, aby odszkodowania nie zależały od tego, ile zwierząt uda się sprzedać jako cel polowania.
2. Trofea nie są ochroną przyrody
W języku łowieckim często pojawia się pojęcie selekcji. Ma ono sugerować, że myśliwy zastępuje naturalne procesy i wybiera do odstrzału osobniki słabsze, chore albo biologicznie „niepotrzebne”. W przypadku polowań komercyjnych logika rynku działa jednak w przeciwnym kierunku: największą wartość mają osobniki okazałe, rozpoznawalne, dające efektowne trofeum.
To prowadzi do zasadniczego konfliktu. Ochrona populacji wymaga ostrożności, wiedzy i ograniczania presji na strukturę wiekową oraz społeczną zwierząt. Rynek trofeów premiuje natomiast wybieranie osobników szczególnie atrakcyjnych dla klienta. Z punktu widzenia przyrody nie jest to „selekcja poprawiająca jakość populacji”, lecz ryzyko usuwania zwierząt ważnych dla stabilności grupy.
Najbardziej niepokojące jest to, że ten mechanizm bywa przedstawiany jako naukowa konieczność. Tymczasem interes klienta płacącego za trofeum i interes ekosystemu nie są tym samym. Państwo nie powinno mylić gospodarki przyrodniczej z katalogiem usług dla osób chcących zabić konkretne zwierzę.
3. ASF: odstrzał jako wygodna odpowiedź, niekoniecznie skuteczna
Przy afrykańskim pomorze świń środowiska łowieckie często przedstawiają siebie jako niezbędną barierę sanitarną. Problem polega na tym, że uproszczone hasło „trzeba więcej strzelać” nie odpowiada na pytanie, jakie działania faktycznie ograniczają rozprzestrzenianie choroby.
Polowania zbiorowe, płoszenie zwierząt i intensywny ruch ludzi w terenie mogą zwiększać przemieszczanie dzików oraz ryzyko roznoszenia materiału zakaźnego. Skuteczna strategia powinna opierać się na bioasekuracji, wyszukiwaniu padłych dzików, ograniczaniu niepotrzebnego płoszenia i działaniach terenowych poddanych kontroli epidemiologicznej.
Polowanie komercyjne nie staje się działaniem sanitarnym tylko dlatego, że odbywa się w kraju dotkniętym ASF. Jeżeli głównym bodźcem jest opłata za udział w polowaniu albo trofeum, trudno uznać to za narzędzie ochrony zdrowia publicznego.
4. Prawa właścicieli i bezpieczeństwo osób postronnych
Jednym z najpoważniejszych problemów polskiego łowiectwa jest to, że obwody łowieckie obejmują również prywatne grunty. Właściciel pola, łąki czy lasu może nie chcieć zabijania zwierząt na swojej nieruchomości z powodów etycznych, religijnych, przyrodniczych albo po prostu bezpieczeństwa. Mimo to system przez lata traktował jego sprzeciw jako przeszkodę techniczną, a nie jako realne prawo.
Polowania komercyjne zaostrzają ten konflikt, bo wprowadzają dodatkowy element: ktoś zarabia na aktywności prowadzonej w przestrzeni, która może należeć do osób trzecich albo być przez nie używana. Spacerowicze, biegacze, edukatorzy przyrodniczy, grzybiarze i mieszkańcy wsi nie powinni dowiadywać się przypadkiem, że w okolicy trwa polowanie.
Rzetelna informacja o terminach i miejscach polowań, jasne oznakowanie terenu oraz możliwość skutecznego sprzeciwu właściciela powinny być minimum. Nie są dodatkiem do łowiectwa, lecz warunkiem ochrony praw obywatelskich.
5. Turystyka łowiecka kontra turystyka przyrodnicza
Polowania komercyjne bywają reklamowane jako forma turystyki, która wspiera lokalne noclegi, gastronomię i przewodników. To spojrzenie jest bardzo wąskie. Region przyrodniczo cenny może zarabiać na obecności żywych zwierząt: obserwacji ptaków, fotografii, edukacji terenowej, turystyce pieszej, rowerowej i rodzinnej rekreacji.
Zabicie zwierzęcia daje jednorazowy przychód i kończy jego wartość dla wszystkich innych użytkowników przyrody. Żywe zwierzę może być obserwowane wielokrotnie, przez wiele osób, bez konieczności podporządkowywania lasu logice wystrzału.
W XXI wieku atrakcyjność przyrodnicza regionu coraz częściej zależy od tego, czy ludzie mogą czuć się tam bezpiecznie i czy dzika przyroda jest traktowana z szacunkiem. Handel możliwością zabijania zwierząt jest z tym kierunkiem rozwoju trudny do pogodzenia.
Wnioski: zakaz jako początek reformy, nie jej koniec
Zakaz polowań komercyjnych nie rozwiąże wszystkich problemów prawa łowieckiego. Nie zastąpi reformy odszkodowań, jawności finansów PZŁ, lepszego informowania o polowaniach ani realnego prawa właścicieli do ochrony swoich nieruchomości. Może jednak przeciąć najgorszą zachętę ekonomiczną: traktowanie dzikich zwierząt jak towaru, który trzeba utrzymywać po to, by później sprzedać możliwość jego zabicia.
Najważniejsza zmiana powinna polegać na odwróceniu hierarchii. Najpierw bezpieczeństwo ludzi. Najpierw prawa właścicieli. Najpierw ochrona przyrody oparta na danych. Dopiero potem pytanie, czy i w jakim zakresie państwo dopuszcza jakiekolwiek działania łowieckie.
Obecny model broni się tradycją i pieniędzmi, ale tradycja nie usprawiedliwia naruszania praw innych osób, a pieniądze nie powinny pochodzić ze sprzedaży śmierci dzikich zwierząt. Dlatego zakaz polowań komercyjnych jest racjonalnym, umiarkowanym i koniecznym krokiem w stronę uczciwszego systemu.
Co można zrobić? Warto wspierać inicjatywy na rzecz zmiany prawa łowieckiego, pytać samorządy o informowanie o polowaniach, domagać się jawności finansów gospodarki łowieckiej i nagłaśniać przypadki naruszania bezpieczeństwa ludzi oraz praw właścicieli nieruchomości.